Laos i Tajlandia
| Adam Fruba
|
|
Witajcie!
Jesteśmy od 2 dni w Vang Vieng. Przyjechaliśmy autobusem typu VIP za 6$. Nie był może zbyt komfortowy, ale lepszy od zwykłego autobusu, który kosztuje dolara taniej a ma gore bagaży na dachu i żadnej gwarancji ze jak wstaniesz rozprostować kości to ktoś ci nie zajmie siedzenia. Widzieliśmy taki zwykły autobus w którym podróżował tubylec z kalasznikowem :)
Trasa była naprawdę widokowa a jechaliśmy powoli ze względu na serpentyny i jakość dróg.
 |
Dzieciaki w okolicach Vang Vieng |
Vang Vieng jest całkiem różne od Luang Prabang. Luang jest miasteczkiem w stylu kolonialnym (ponieważ Laos był francuska kolonią) a Vang Vieng to zwykle małe miasteczko. W Luang Prabang było dużo turystów, ale głównie starszych osób, które podbijały ceny. Natomiast Vang Vieng to typowe miasteczko, które odwiedzają back-packersi tacy jak my. Z tego powodu płacimy za pokój 2$ na osobę:))). Kolejna fajna sprawa to fakt ze nie zamykają wszystkiego o 11. Poznaliśmy znowu sporo osób z różnych krajów.
Dzisiaj byliśmy na spływie kajakowym połączonym ze zwiedzaniem dwóch jaskiń. To był bardzo przyjemny dzień mimo ze mieliśmy dziurawy kajak i zaliczyliśmy wywrotkę:))
Musze powiedzieć ze bardzo mi się podobają te kolonialne nawyki miejscowych - na śniadanie obowiązkowo dostajemy gorące bagietki...
Bardzo nam się to miejsce podoba i pewnie zostaniemy tu jeszcze kilka dni.
pozdrawiam
Adam
28 lutego 2005
 |
widoki z Vang Vieng |
Cześć!
Kolejny dzień minął nie wiadomo kiedy. Wczoraj wynajęliśmy rowery (za 1$) żeby pojeździć po okolicy. Jako że postanowiliśmy się w końcu wyspać to udało nam się wyjechać około 14;) Było jednak strasznie gorąco i prawie zrezygnowaliśmy zanim udało nam się dotrzeć do kolejnej jaskini. Jaskinia była naprawdę wielka, czuliśmy się w niej jak w jakiejś katedrze. Obok jaskini była fajna knajpka z mila zatoczka do popływania wiec zostaliśmy tam prawie do zachodu słońca.
 |
podróż speed-boatem |
Dzisiaj byliśmy z Tomkiem na tubingu, czyli spływie na dętce od traktora czy czegoś podobnego. Strasznie fajna sprawa tak sobie płynąć z prądem popijając kolejne browary na słońcu, ale trochę jesteśmy zmęczeni... Jutro o 6 rano siadamy do najtańszego autobusu, jaki znaleźliśmy (1,5$) i jedziemy do stolicy. Nie zamierzamy tam się jednak zatrzymywać na nocleg tylko spróbujemy złapać nocny pociąg do Bangkoku. Trochę przykro opuszczać Laos, ale czas leci.
pozdrowienia
A
3 marca 2005
 |
świątynie w Luang Prabang |
Witajcie!
tak jak pisałem mieliśmy w planie jechać do Vientiane autobusem o 6 rano ale trochę zaimprezowaliśmy i zaspaliśmy. Na szczęście o 7 był kolejny autobus, tyle ze trzeba było jeszcze raz kupić bilety (1,5$). Autobus był z rodzaju tych którymi podróżują miejscowi, czyli strasznie niewygodny - jechaliśmy nim około 4 godzin a tyłek mnie bolał jeszcze kilka kolejnych godzin ;) Autobus miał drewniana podłogę zbitą z desek i 3 osobowe siedzenia na których mieściło się 2 białych albo 3 miejscowych :). Na przystankach byliśmy oblegani przez rzesze miejscowych próbujących nam sprzedać miejscowe przekąski z grilla ale na wszelki wypadek nie spróbowaliśmy.
Vientiane to największe miasto w Laosię ma aż 250 000 mieszkańców i w sumie nie jest zbyt ciekawe. Mieliśmy w nim tylko kilka godzin, bo postanowiliśmy tego samego dnia przekroczyć granice. Z tego powodu zwiedzaliśmy je z plecakami, co było dosyć męczące. Widzieliśmy kilka najważniejszych świątyń oraz łuk triumfalny. Na dworcu autobusowym poznaliśmy bardzo fajnego mnicha buddyjskiego, który udzielił nam "nauki" prosząc o 1 Bht (1/40 dolara), tłumacząc ze to na szczęście dla nas, którego to 1 Bht oddal nam mówiąc ze to na szczęście dla niego.
 |
Plaża na Koh Phangan |
Granice przekroczyliśmy bez problemu i udało nam się złapać nocny pociąg do Bangkoku. Pociągi są chyba jeszcze bardziej komfortowe od autobusów - jechaliśmy klimatyzowanym wagonem sypialnym za 600 Bht. Do Bangkoku dotarliśmy około 8 rano w sam raz żeby zobaczyć jak tajlandczycy kochają swojego króla. Codziennie punktualnie o 8 puszczają krotki hymn, przy którym wszyscy staja na baczność nie ważne, co w danym momencie robią.
Po zainstalowaniu się guest housię pojechaliśmy zwiedzać pałac królewski i przylegający do niego kompleks świątynny. Muszę powiedzieć ze świątynie w Laosie nie są nawet w połowie tak imponujące jak te w Bangkoku, nie da się tego opowiedzieć, trzeba zobaczyć.
Dzisiaj wieczorem jedziemy na wyspę Koh Pha Ngam, żeby wreszcie trochę odpocząć. Stwierdziliśmy z chłopakami, ze musimy podliczyć te wszystkie kilometry, które zrobiliśmy w Azji, bo chyba trochę się tego nazbiera.
tyle na razie
pozdrówka
Adam
Źródło: informacja własna
|