KwA 3: 10`05; Przez Europę...
| Kinga Choszcz
|
|
Dalej droga poprowadziła mnie na chwilę z powrotem do Francji i w stronę atlantyckiego wybrzeża, potem wzdłuż północnego wybrzeża Hiszpanii i w końcu wczoraj do Portugalii.
Jeśli chodzi o stopa - nie mogłoby być lepiej. Czasem tylko muszę trochę poczekać, ale wiele razy wystarczy, że podniosę kciuka, a już hamuje samochód! Ludzie wydają się trochę zdziwieni, szczególnie, kiedy dowiadują się, że przyjechałam stopem „aż z Polski”. To już wydaje się niektórym jak koniec świata. A stopem dookoła Afryki - to przerasta ich wyobraźnię. Być może moją w tym momencie również, z tą różnicą, że ja nie widzę powodu, dla którego nie można tego zrobić.
 |
Poza tym droga dostarcza mi wszystkiego, czego potrzebuję. Nigdy o nic nie proszę, ale kilka już razy pod koniec dnia zostałam zaproszona do miejscowych domów. Ostatni raz przedwczoraj w Hiszpanii, przez kobietę, która jest mistrzynią Chi Qung oraz Tai Chi. Zaprosiła mnie do swojego domu na wsi z widokiem na pola i ocean w oddali po dwóch minutach rozmowy. Również nie jada zwierząt, zrobiłyśmy razem kolację z tofu i zupa miso - rzeczami, których nie znajdzie się normalnie w żadnym innym domu w promieniu przynajmniej stu kilometrów. Niesamowite, jak trafia swój na swego...
Tu w Portugalii, niedaleko uroczego miasteczka Guimarais, zatrzymałam się u Emmy z Hospitality Club i jej rodziny. A jutro - w stronę Lisbony.
Z Portugalii do Hiszpanii...
Niedziela, 30 październik 2005
Porto było śliczne. Również mniejsze miasteczko Guimarais. I cała Portugalia, tak naprawdę! A Lizbona, pomimo, że rzadko gustuje w większych miastach, też okazała się urocza, szczególnie żółte tramwaje wspinające się po stromych uliczkach.
Z atlantyckiego wybrzeża Portugalii, ruszyłam na samo południe kraju, tam z powrotem do Hiszpanii i nad wybrzeże śródziemnomorskie, gdzie...
Gdzie miałam pierwsze spotkanie ze słoniem! W Marbella, dokąd dotarłam wczoraj wieczorem i gdzie zatrzymałam się u Carmen i Stacy, których poznałam tego lata, podróżując z Bradem po Europie. Jest całkiem przyjemnie, kiedy wracaliśmy wczoraj ze spaceru po plaży do domu około pierwszej w nocy (tak, tu żyje się innym rytmem, restauracje dopiero zaczynają zapełniać się na główny posiłek dnia około dwudziestej drugiej), było 22 stopnie. Aha, a słoń... tak naprawdę to plażowy prysznic! A Marbella, choć turystyczna, też jest urocza, szczególnie białe domy i uliczki starego miasta.
To chyba mój ostatni dzień w Europie przed Afryką. Jutro Carmen i Stacy zabiorą mnie na Gibraltar, gdzie zobaczę, czy odpływają może jakieś prywatne jachty w stronę Maroka. Jeśli nie - pozostaje pobliski, często kursujący prom. Tak wiec, następna wiadomość pewnie już z nowego kontynentu...
Źródło: KingaFreeSpirit.pl
Relacje zaczerpnięte z
afrykańskiego zeszytu
pamiętnika Kingi
warto kliknąć
|