HAWAJE
01:06
CHICAGO
05:06
SANTIAGO
08:06
DUBLIN
11:06
KRAKÓW
12:06
BANGKOK
18:06
MELBOURNE
22:06
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Ameryka Łacińska » AŁ 18; Salwador: San Salwador - miasto pulsujące od brudu i gorąca
AŁ 18; Salwador: San Salwador - miasto pulsujące od brudu i gorąca

Aleksandra i Marcin Plewka


Chicken busem pomykamy w stronę stolicy - San Salvador. Wysiadamy na przedmieściach w Santa Tekli, bo tam też oczekuje na nas kolejny host. Santa Tekla wygląda porządnie i spokojnie, tylko na ulicach sporo policji i wojska z bronią. Drutów kolczastych na domach również nie brakuje...

Odnajdujemy prędko dom hosta... Jest to właściwie sklep spożywczy, którego drzwi otwiera nam miła starsza pani, żeby wprowadzić nas dalej do mieszkania. Co za raj! Mieszkanie ze sklepem! Do tego wcale nie musimy w nim kupować... bo miła pani już niesie odpowiednie produkty do kuchni, już podpala gaz i wyjmuje patelnię... i za chwilę zajadamy się pysznymi tortillami ze słonym salwadorskim serem. Host (syn) jest w pracy.

Wychodzimy na miasto, mając w głowie liczne ostrzeżenia pani, że jest baaardzo niebezpiecznie i necessitamos que tener MUCHO quidado (czyli musimy bardzo uważać!). Dobrze, nie pierwszy raz słyszymy te słowa...

Do San Salwador wjeżdża się trochę jak do jakiejś dużej, nowoczesnej metropolii. Jedziesz bardzo ładną drogą, tylko jak spojrzysz czasem na boki, to w oddali widać sklecone jeden przy drugim slamsowate domki, wspinające się aż na wzgórza. Salwador jest najbardziej zagęszczonym krajem w Ameryce Centralnej. Ma aż 6 milionów mieszkańców, a malutki jest jak Belize.

Dzień spędzamy łażąc po centrum. To miasto wręcz pulsuje od gorąca, hałasu i brudu. My pulsujemy razem z nim, aż do wycieńczenia. Po kilku godzinach jesteśmy brudni i zmęczeni. Nagle z chłodnej Gwatemali przerzuciliśmy się w klimat gorący i duszny, dosłownie się z nas leje. Wszędzie na ulicach śmieci. Całe centrum opanowane jest przez bazar, ciągnący się w nieskończoność kilkoma głównymi ulicami. Obrzydliwe budy oblepiają budynki Teatru Narodowego i Palacio Nacional. Przekupy i walające się śmieci rozlewają się aż po bramy katedry i innych kościołów. Czasem nie możemy znaleźć wejścia do jakiegoś budynku, bo wszystko obstawione zostało przez stragany. Śmierdzi. Do tego dochodzi ryk muzyki (w co drugiej budzie sprzedają CD) i ludzkich głosów, brzmiących czasem zupełnie nieludzko... UNDOLAR, UNDOOLAR, UUUNDOOOOOOOOOOOOLAAAAAAAR!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Za dolara możesz tu kupić chyba wszystko. Ludzie są dziwni. Niektórzy zachowują się jak nienormalni, spotykamy jakieś dziwne zgromadzenia, podejrzane grupki. Poza tym widoki znane z Guatemala City. Druty kolczaste i wszechobecni ludzie z bronią. Turystów zero. Jesteśmy chyba jedyni.

Po wylegitymowaniu i odczekaniu godziny udaje nam się wejść do Palacio Nacional. Niebrzydki. Odwiedzamy też plac, na którym wznosi się figura Chrystusa Zbawiciela, w tle wulkan. I to tyle, jeśli chodzi o atrakcje miasta...

Przyczepia się do nas policjant, że robimy zdjęcia na ulicy, bo ochrania on jakiś prywatny budynek, którego właściciele sobie nie życzą, żeby go fotografować...

Miasto paranoiczne i męczące. Wracamy na przedmieścia.

Wieczorem przychodzi nasz host, który zabiera nas na przejażdżkę do... centrów handlowych. Olbrzymich i eleganckich. Zupełnie niczym w Polsce. (Dziwne, ale w takich miejscach najbardziej odczuwam tęsknotę za naszym krajem...) Chce nam chyba pokazać Salwador z trochę lepszej strony. Później zabiera nas na pupuse - są to takie małe placki przekładane serem, fasolą i może jeszcze czymś. Naprawdę bardzo dobre. Opowiada trochę o życiu w Salwadorze i o stosunkach ze swoim dużym sąsiadem. Mówi, że prawie nie jeździ do Hondurasu, bo z salwadoska rejestracja mogłaby mieć problemy.

Następnego dnia wyjeżdżamy w stronę granicy z Hondurasem. Chcemy spędzić dzień w Perquin.

San Salwador to miasto brzydkie, ale na pewno ciekawe, więc chyba warto było je odwiedzić.



Źródło: www.malyrycerz.com

1


w Foto
Ameryka Łacińska
WARTO ZOBACZYĆ

USA: Floryda południowa
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AWŚ 9; 7`1999; Z Chicago rzekostopem do Kentucky
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl