HAWAJE
01:24
CHICAGO
05:24
SANTIAGO
08:24
DUBLIN
11:24
KRAKÓW
12:24
BANGKOK
18:24
MELBOURNE
22:24
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » Dzieci kapitana Granta » DkG 39; Nagroda za geografję
DkG 39; Nagroda za geografję

Juliusz Verne


Tak właśnie uczynili i rodzice małego Toliné, prawdziwi dzicy z Lachlan, rozległej prowincji, leżącej poza rzeką Murray. Przez całe pięć lat swego pobytu w Melbourne dziecię nie widziało nikogo ze swoich, a jednak niezatarte uczucie miłości rodzinnej żyło w jego sercu. I w tej oto chwili dzieciak tak młody puścił się w podróż przez pustynie jedynie dlatego, aby ujrzeć swoje pokolenie, rozpędzone już może, lub rodzinę, zdziesiątkowaną.
- A gdy zobaczysz twoich rodziców, to znowu powrócisz do Melbourne, moje dziecię? - pyta lady Glenarvan.
- Tak, pani - odpowiedział Toliné, patrząc na młodą kobietę z wyrazem czułości.
- I co zamyślasz robić w przyszłości?
- Chcę braci moich uwolnić z nędzy i nieświadomości, w jakiej żyją. Chcę ich uczyć, doprowadzić do poznania i miłowania Boga! Chcę być misjonarzem!

Wyrazy te, wyrzucone żwawo przez chłopca ośmioletniego, mogłyby śmiech obudzić w człowieku lekkomyślnym; lecz poważni Szkoci zrozumieli je i uszanowali, podziwiając religijny zapał i męstwo tego młodego apostoła, już gotowego do walki. Paganel czuł się wzruszonym do głębi duszy i uczuł prawdziwą sympatję dla tego małego krajowca.

Wprawdzie aż do tej chwili nie podobał mu się ten dziki w sukniach europejskich, bo nie po to przybył do Australji, aby oglądać Australijczyka w surducie; wolałby go ujrzeć utatuowanego. Ten strój „przyzwoity” mieszał jego pojęcia. Lecz słysząc chłopca, mówiącego z takim zapałem, pogodził się z nim i z zachwytem go słuchał, a koniec tej rozmowy do reszty udobruchał uczonego geografa i stanowczo zrobił go przyjacielem małego Australijczyka.



Na zapytanie lady Heleny, Toliné odpowiedział, że pobiera nauki w szkole normalnej w Melbourne, będącej pod kierunkiem wielebnego Paxtona.
- I czegóż cię uczą w tej szkole? - pytała znowu lady Helena.
- Biblji, matematyki, geografji...
- Ach, geografji! - zawołał Paganel, dotknięty w słabą stronę.
- Tak jest, panie - odrzekł Toliné - a nawet przed wakacjami styczniowemi otrzymałem pierwszą z geografji nagrodę.
- Otrzymałeś nagrodę z geografji, mój chłopcze?
- Oto jest, panie - odrzekł Toliné, wydobywając książkę z kieszeni.

Była to Biblja formatu in 32, ładnie oprawna. Na pierwszej karcie po okładce wypisane były następujące wyrazy: „Szkoła normalna w Melbourne. Pierwsza nagroda za geografję dla Toliné z Lachlan”. Paganel nie posiadał się z radości. Australijczyk mocny w geografji - to go rozczulało; ucałował małego Toliné w oba policzki, tak właśnie, jakby to był uczynił sam wielebny Paxton przy rozdawaniu nagród. Paganel jednak powinien był wiedzieć, że wypadki takie nie są rzadkością w szkołach australijskich. Młodzi dzicy okazują bardzo wiele zdolności do umiejętności geograficznych i uczą się ich chętnie, a za to bardzo są tępi i niechętni do rachunków.

Toliné nie mógł zrozumieć tych nagłych uścisków mędrca. Lady Helena musiała mu wytłumaczyć, że Paganel był sławnym geografem i znakomitym w razie potrzeby profesorem.
- Profesorem geografji! - rzekł zdziwiony nieco i uradowany zarazem chłopczyna.
- Och, panie, zapytajże mnie o co!
- Zapytać cię, mój chłopcze - mówił Paganel prędko - a i owszem, i owszem. Chciałem to już uczynić bez twego żądania. Rad jestem nawet, że się dowiem, jak też to uczą geografji w szkole normalnej w Melbourne.
- I że się czegoś może nauczę - dodał Mac Nabbs z figlarnym uśmiechem.
- Nauczę się, ja?.. sekretarz francuskiego Towarzystwa Geograficznego?...

Potem poprawiając okulary na nosie i prostując się z powagą, jak przystało na profesora, rozpoczął egzamin.
- Uczniu Toliné - rzekł on - powstań!

Ponieważ Toliné stał, nie mógł już przeto spełnić rozkazu, czekał więc tylko ze skromną minką na zapytanie geografa.
- Uczniu Toliné - mówił dalej Paganel - wylicz mi pięć części świata.
- Oceanja, Azja, Afryka, Ameryka i Europa - odpowiedział Toliné.
- Wybornie. Mówmy najprzód o Oceanji, ponieważ w niej przebywamy obecnie. Jaki jest jej główny podział?
- Oceanja dzieli się na Polinezję, Malezję, Mikronezję i Megalezję. Główne wyspy są: Australja, należąca do Anglików; Nowa, Zelandja, należąca do Anglików; Tasmanja, należąca do Anglików; wyspy: Chatham, Auckland, Macquarie, Kermadec, Makin, Maraki i t. d., które należą do Anglików.
- Dobrze - mówił Paganel - lecz nowa Kaledonja, wyspy Sandwich, Mendana, Pomotu?
- Są to wyspy pod protektoratem Wielkiej Brytanji.
- Jak to pod protektoratem Wielkiej Brytanji? - wrzasnął Paganel. - Ale zdaje mi się, że przeciwnie, Francja...
- Francja? - rzekł chłopczyna zdziwiony.
- Otóż - mówił Paganel - widzicie, czego to uczy szkoła normalna w Melbourne.
- Tak jest, panie, tego nas uczy profesor, a czyż tak nie jest?
- I owszem, i owszem! Wybornie - odpowiedział Paganel. - Cała Oceanja należy do Anglików! Zgoda na to! Idźmy dalej.

Paganel na pół zmieszany, na pół zdziwiony, śmieszną miał trochę minę, co majora cieszyło niezmiernie.
- Przejdziemy teraz do Azji - rzekł geograf.
- Azja - odpowiedział Toliné - kraj bardzo rozległy. Stolica Kalkuta. Miasta główniejsze: Bombay, Madras, Kalkuta, Aden, Malakka, Singapur, Pegu, Kolombo; wyspy: Lakedywskie, Maldywskie, Chagos etc. etc., należą do Anglików.
- Dobrze, dobrze, uczniu Toliné! A teraz Afryka?
- Afryka obejmuje dwie główne kolonje, mianowicie kolonję Cap ze stolicą Cape- town, i na zachód posiadłości angielskie z miastem głównem Sierra Leone.
- Doskonale, wybornie! - powtarzał Paganel, zaczynając się już oswajać z tą geografją angielsko- fantastyczną, tak przedziwnie wykładaną! - Algier, Maroko, Egipt... rozumie się, wykreślone były z atlasu brytańskiego. Bardzo bym rad był teraz usłyszeć coś o Ameryce.
- Dzieli się ona - odpowiedział Toliné - na Amerykę Północną i Południową. Pierwsza należy do Anglików z powodu Kanady, Nowego Brunświku, Nowej Szkocji i Stanów Zjednoczonych, pozostających pod zarządem gubernatora Johnsona.
- Gubernatora Johnsona - zawołał Paganel - następcy wielkiego i zacnego Lincolna, którego zamordował szalony fanatyk niewolnictwa! Wybornie! Już nie można lepiej.
- Ameryka zaś Południowa z Guyaną, Malwinami, archipelagiem Shetland, Georgja, Jamajka, Trinidad i t. d. należy także do Anglików!
- Z pewnością nie ja się o to sprzeczać będę. Ale mój kochany Toliné, chciałbym też usłyszeć twe zdanie, albo raczej zdanie twoich profesorów, o Europie.
- O Europie? - odrzekł Toliné, nie rozumiejąc bynajmniej, co tak wzruszało geografa.
- Tak, o Europie! Do kogo należy Europa?
- Ależ Europa należy do Anglików - odpowiedziało dziecię z zupełnem przekonaniem.
- Domyślałem się tego - rzekł Paganel. - Jednakże radbym wiedzieć, w jaki to sposób.
- Z powodu Anglji, Szkocji, Irlandji, Malty, wysp Jersey i Guernesey, wysp Jońskich, Hebrydów, Szetlandzkich, Orkadzkich...
- Dobrze, dobrze, Toliné! - Ależ są i inne państwa, o których nic nie wspominasz, mój chłopcze.
- Jakież to, panie? - zapytało dziecię, bynajmniej nie zmieszane.
- Hiszpanja, Rosja, Austrja, Prusy, Francja.
- To są prowincje, a nie państwa - odpowiedział Toliné.
- Czy tak? - zawrzasnął Paganel, zrywając z oczu okulary.
- Tak, Hiszpanja, ze stolicą Gibraltar.
- Wybornie! Pysznie! Doskonale! A Francja? Francja na Boga, bo ja jestem Francuzem i pragnąłbym też wiedzieć, do kogo należę.
- Francja - spokojnie odpowiedział Toliné - jest to prowincja angielska, a głównem jej miastem jest Calais.
- Calais! - krzyknął Paganel. - Sądzisz więc, że Calais należy także do Anglji?
- Bez wątpienia!
- I że ono jest głównem miastem Francji?
- Tak jest, panie, i tam właśnie jest rezydencja gubernatora, lorda Napoleona!...

Na te ostatnie słowa, Paganel wybuchnął śmiechem. Toliné nic nie rozumiał. Pytano go, odpowiadał, jak mógł najlepiej. Nie domyślał się nawet, aby ktoś mógł i śmiał zaprzeczyć temu, co mówił; nie zmieszał się przeto ani trochę i czekał z powagą na rozwiązanie niezrozumiałego sobie wybuchu.
- Widzisz - rzekł nareszcie major do Paganela - nie mówiłem ci, że uczeń Toliné może cię czegoś nauczyć?
- I miałeś słuszność, kochany majorze - odpowiedział geograf. - Ach, otóż to tak uczą geografji w Melbourne! Doskonale się urządzają ci panowie profesorowie szkoły normalnej. Europa, Azja, Afryka, Ameryka, Oceanja, świat cały nareszcie, wszystko należy do Anglików. Teraz pojmuję, że krajowcy tak nauczeni poddają się z taką łatwością. Słuchajno, Toliné, powiedz mi, czy i księżyc jest także angielski?
- Będzie nim - poważnie odpowiedział młody krajowiec.

Paganel zerwał się z miejsca, nie mógł już dłużej usiedzieć. Potrzebował uśmiać się dowoli, odskoczył więc na jaką staję od namiotu. Glenarvan tymczasem wynalazł w swej podróżnej bjbljoteczce książeczkę, p. t. „Rys geografji” Samuela Richardsona, dziełko bardzo w Anglji cenione i lepiej poinformowane, niż profesorowie szkoły normalnej w Melbourne.
- Masz, moje dziecię - rzekł on do Toliné - weź i zachowaj tę książkę. Błędne są twoje wyobrażenia i pojęcia geograficzne, trzeba je sprostować podług tej książki, którą ci ofiaruję na pamjątkę naszego spotkania.

Toliné przyjął książkę, nic nie mówiąc; obejrzał ją uważnie, trzęsąc głową z niedowierzaniem, i nie mógł się zdecydować na schowanie jej do kieszeni. Noc się zrobiła na dobre. Było już po dziesiątej, wypadało pomyśleć o spoczynku, aby nazajutrz wstać bardzo wcześnie. Robert ofiarował swemu przyjacielowi Toliné połowę swego posłania, które chłopczyna przyjął z wdzięcznością. Wkrótce potem, lady Helena i Marja Grant odeszły do swego mieszkania na wozie, a podróżni legli pod namiotem; głośny, nieustanny śmiech Paganela długo jeszcze mieszał się z łagodnym i cichym śpiewem srok dzikich. Lecz nazajutrz, gdy o szóstej godzinie z rana promień słoneczny obudził śpiących podróżników, na próżno szukali chłopca australijskiego; Toliné znikł. Czy chciał co prędzej dostać się do prowincji Lachlan? Czy go obraził śmiech Paganela? Niewiadomo. Tylko po przebudzeniu się lady Helena znalazła na swej piersi świeży bukiet z kwiatków mimozy, a Paganel w kieszeni swej: „Geografję” Samuela Richardsona.

Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

<< wstecz 1 2


w Foto
Dzieci kapitana Granta
WARTO ZOBACZYĆ

Nowa Zelandia: Wyspa Południowa
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

WW 4, Sierra Nevada
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl