HAWAJE
01:03
CHICAGO
05:03
SANTIAGO
08:03
DUBLIN
11:03
KRAKÓW
12:03
BANGKOK
18:03
MELBOURNE
22:03
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » @ do Chin » @dC 7: Coraz bliżej Azji
@dC 7: Coraz bliżej Azji

Krzysztof Skok





14.05.2008, środa, 37 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Kongo - Kazań
Obudziło mnie słońce po 6 rano, ale pospałem sobie jeszcze trochę, ponieważ śniadanie było po 7 (zupa mleczna, chleb z serem, herbata). Na koniec tradycyjne zdjęcie z moimi gospodarzami i w drogę. Chciałem dotrzeć na 18 do Kazania na otrzymany w Niżnym Nowogrodzie adres, więc jechałem dłuższymi etapami. Po kilku kilometrach kolano przestało boleć. Wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem. Niestety po 50 km miałem najpierw ciężki podjazd, a następnie "dopadł" mnie na kolejne 40 km silny wiatr (strasznie mnie wymęczył), a wreszcie nastąpił kolejny, ciężki podjazd. A na dodatek przez ponad 20 km nie miałem, gdzie zaopatrzyć się w wodę do picia i jedzenie. Nie wiem, w którym miejscu wjechałem na teren Republiki Tatarstanu, ale jak na razie widać, że to druga z rzędu całkiem fajnie "zadbana" i wyglądająca Republika. Tylko jakby mniej lasów. Przejeżdżałem przez duże rozlewisko wodne, a w samym Kazaniu przez Wołgę. W samym mieście widać bardzo duży rozwój i niezliczoną ilość inwestycji (w tym drogowych i budowlanych). Na miejsce dotarłem lekko spóźniony, ale udało się. Podczas mojej wieczornej obecności w Kazaniu udało mi się poznać miejscowego proboszcza Parafii Katolickiej, Ks. Diogenesa (Argentyńczyk), Ks. Michała (Polak), Maxa (Rosjanin) oraz trzy młode osoby z Demokratycznej Republiki Kongo. Opowiedzieli mi o pewnym niezwykłym, głębokim kanionie w ich kraju. Otóż nie można się do niego zbliżyć na odległość 5 metrów, ponieważ sam wciąga na zasadzie przyciągania na dół (nie robiąc krzywdy). Natomiast po 10-15 min. sam takiego "gościa" wyrzuca z powrotem do góry! Podobno naukowcy od wielu lat zastanawiają się, jak to się dzieje, ale na razie nie doszli do tego. Wieczorem oglądałem zwycięski dla Zenitu Sankt Petersburg finał Pucharu UEFA z Glasgow Rangers.

Dystans dnia – 135,85 km
Czas jazdy – 8:05:18 h
Średnia prędkość – 16,79 km/h
Dystans całkowity – 2616 km
Całkowity czas jazdy – 152:26 h

15.05.2008, czwartek, 38 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Meczet w Kazaniu - religie przenikają się w głębi Rosji
Poranek upłynął dość spokojnie. Przed 10 wybraliśmy sie z Ks. Michałem na szybkie zwiedzanie Kazania. Był Kreml (zabytek UNESCO), dwie cerkwie, meczet, Obraz Matki Boskiej Kazańskiej oraz krótki spacer po starówce. Było tak zimno i wiał silny wiatr, że nawet nie chciało się długo chodzić. To tyle z Kazania. Około 16.30 wyruszyłem w dalszą drogę. Okazało się, że wiejący wiatr głownie mi sprzyja, wiec pomimo dwóch postojów już o 20.00 miałem przejechane 60 km. Kawałek dalej zauważyłem wioskę. Prowadziła do niej polna droga, ale wydawało się, ze wioska jest stosunkowo niedaleko, a droga jest utwardzona. W rzeczywistości była oddalona od asfaltu o 4 km, z czego 2 km były dobre, a pozostałe prowadziły przez pole, które nasiąkło i trzeba było przedzierać się przez błotnistą, klejącą maź. Rower do wsi jakoś dociągnąłem, ale noclegu nie udało się znaleźć. Jakaś kobieta chciała mnie ugościć na noc, ale w domu nie było mężczyzny, więc mnie nie mogla przyjąć pod dach (muzułmanie). Poleciła nocleg w opuszczonym domu, gdzie latem nocują dodatkowi pracownicy Kołchozu. Zdesperowany, a jednocześnie zawiedziony takim obrotem sprawy, przy pomocy Siergieja i Fenisa trafiłem do wskazanej chaty, w której to oni popijali. Nie miałem ochoty, ale nie bylem wstanie wrócić do asfaltu, tym bardziej, że zaczynało się ściemniać. Nocleg przypadł mi na dużej, drewnianej ławie, przy rozpalonym do granic możliwości piecu (nad ranem nawet otworzyłem drzwi na dwór). Moi nowopoznani kompani mówili w dwóch językach – rosyjskim i turkmeńskim, którego wogóle nie rozumiałem. Nie do końca chyba zdawali sobie sprawę, że Polska jest niezależnym państwem – początkowo chyba myśleli, że jest jedna z Republik wchodzących w skład Rosji! Do domu spać poszli po 24.00. Siergiej, traktorzysta z Kołchozu, obiecał wstać o 5.30 i wywieźć mnie do asfaltu.

Dystans dnia – 69.89 km
Czas jazdy – 3:29:15 h
Średnia prędkość – 20,20 km/h

16.05.2008, piątek, 39 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Poranek .39
W nocy było tak gorąco (a i ja byłem czujny), że nie wiele pospałem. Wstałem o 5.30 i zabrałem się za odklejanie błota z roweru – stał w izbie, więc to z wierzchu zdążyło zaschnąć. Tak jak przypuszczałem, Sergiej nie pojawił się. Natomiast ja szukając we wsi traktora (ew. samochodu), trafiłem na jego tatę, który go obudził i zobligował do pomocy (bezpłatnej!). Zaczepiając przyczepę na placu w kołchozie, trochę się rozejrzałem – zauważyłem bardzo dużo nowoczesnego (i drogiego) sprzętu rolniczego, produkowanego głównie w USA! O 7.30 Siergiej wysadził mnie jakieś 300 metrów od głównej drogi – widać było, że jest po alkoholu i pewnie bał się zbliżyć do asfaltu z obawy przed milicją. Droga minęła szybko – wiał wiatr, który głównie sprzyjał, a wzniesień powyżej 8 proc. było niewiele. Było słonecznie, ale niezbyt ciepło. A późnym popołudniem przez chwilę padał deszcz ze śniegiem i grad. Pomimo kilku dłuższych postojów ok. 140 km poczułem, że nogi mają dosyć. Było to na krótko przed wjazdem do miasta Nabereznye Celny. Obniżyłem tempo i jakoś dotarłem do miasta. Prawie cały dzień nie mijałem sklepów spożywczych przy drodze, więc w mieście trzeba było uzupełnić braki. Zauważyłem sklep osiedlowy i tam postanowiłem zrobić zakupy oraz posilić sie. Roweru przypilnowały mi dwie babcie sprzedające słonecznik przed sklepem i mąż jednej z nich. Rzuciłem im hasło noclegu i poszedłem na zakupy. Potem porozmawialiśmy jeszcze o moich skromnych potrzebach kiedy jadłem kanapki. Akurat prace skończyła jedna z pań, po którą przyszedł mąż. Oni zaproponowali, abym przyszedł do nich na noc.

Tak też się stało. Rower trafił do garażu, który był kawałek drogi od bloku. Kiedy Masza przygotowywała kolację, Sasza urządził mi małą degustację wina i wódki własnej roboty. Jednak z uwagi na fakt, że codziennie moje nogi ciężko pracują, musiałem szybko podziękować, chociaż było smaczne, podobnie jak kolacja. Wieczorem obejrzałem jeszcze zwycięski dla Rosji mecz w hokeja z Finlandią.

Dystans dnia – 159,66 km
Dystans całkowity – 2846 km
Czas jazdy – 7:38:14 h
Całkowity czas jazdy – 163:33 h
Średnia prędkość – 20,90 km/h

17.05.2008, sobota, 40 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
Witamy w Baszkirii!
Sasza (jak większość starszych osób) nie może rano długo spać. Niestety w efekcie ja już przed 6 rano bylem na nogach. Masza podała śniadanie (bardzo obfite po 7.00. W drogę ruszyłem ok. 8.30. Niestety, ale moje nogi odczuwały kilometry z dnia poprzedniego, a na dodatek wiatr już tak nie sprzyjał – miałem na przemian z boku i w plecy, a czasami jechałem pod wiatr. Droga nie była zbyt trudna technicznie, ale płaska tylko czasami się zdarzała. Jednak w sumie to jechało mi się dobrze i pomimo kilku przystanków, o 16 miałem przekroczone 100 km. Wówczas trochę zaczęło boleć lewe kolano, więc zwolniłem oraz zrobiłem sobie 1,5 godzinny postój. Nie musiałem się spieszyć – plan do wykonania na dzień to przekroczyć 120 km. Na 127 km trafiłem na wioskę położoną przy głównej drodze (marzenie). W drugim domu z brzegu dostałem herbatę, o którą poprosiłem. Po chwili gospodyni poczęstowała mnie świeżym mlekiem. W trakcie rozmowy z jej dwoma nastoletnimi synami okazało się, że muszę przesunąć zegarek do przodu o dwie godziny (byłem przygotowany na jedną – wjechałem na teren Republiki Baszkiri). W tym domu nie dostałem jednak noclegu – wdowa z dwoma synami bała się. Zbliżała sie 22. Ruszyłem w głąb wsi. Chwila szukania i udało się. No i najważniejsze – była rozgrzana do granic możliwości baszkirska bania. A na kolację była zupa na podrobach, herbata z mlekiem, domowy chleb i słodycze. Kładłem się spać po 24.

Dystans dnia – 129,00 km
Dystans całkowity – 2975 km
Czas jazdy – 6:44:39 h
Całkowity czas jazdy – 170:18 h
Średnia prędkość – 19,12 km/h

18.05.2008, niedziela, 41 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
`Zjechałem z drogi do pobliskiej wioski i trafiłem na rodzinę z czwórką dzieci `
Trochę sobie pospałem – gospodarz obudził mnie na śniadanie dopiero o 8.30 – jajecznica, chleb i dżem truskawkowy – wszystko domowej roboty. W drogę wyruszyłem ok. 9.30. Droga była pofalowana, ale bez długich podjazdów. Wiatr raczej sprzyjał, a po południu na dobre wyszło słońce. Tylko nogi jakby były trochę z waty. Generalnie to czuję, że po przerwie w Moskwie nie mam już takich sił jak wcześniej. Dzień pewnie minąłby bez historii, gdyby nie przystanek po 85 km drogi. Jako że nie miałem już prawie wody, a do najbliższego miasta było ponad 20 km, postanowiłem uzupełnić jej zapas w przydrożnej restauracji. Przy okazji rozpytałem się o ceny jedzenia, ale na zakupie słodkiej wody poprzestałem. Poprosiłem także o kubek przegotowanej wody do rozpuszczenia witamin. Gdy je popijałem na ławeczce przed restauracją, zagadnął mnie porządkowy. Chwilę porozmawialiśmy o wyprawie i ten oddalił się do kelnerek. Upłynęły może 3 min. i wrócił z powrotem z pytaniem, czy nie mam ochoty na obiad – barszcz z chlebem, surówką i czeburiek [cieburak?]? Wszystko gratis! Pyszne było.

W miejscowości Kuszarenkowo zrobiłem sobie ponadgodzinny postój – miałem przejechane 108 km, a było około piątej po południu. Tam też znalazłem delikatesy z tanią "spożywką" – niestety zbliżają się góry, w które zamierzam pojechać bez zbędnej wagi, wiec dużo nie kupiłem. Po przerwie ruszyłem w dalszą drogę. Po pojawieniu się na liczniku 120 km, zacząłem rozglądać się za noclegiem – taki był plan dnia. Zjechałem z drogi do pobliskiej wioski i trafiłem na rodzinę z czwórką dzieci (synowie). Była 19, miałem czas, więc poprosiłem o herbatę. Nim pojawiła się na stole w letniej kuchni, gospodarz zdążył mi zaproponować nocleg, Wieczorem (a właściwie w nocy) był zwycięski dla Rosjan mecz finałowy Mistrzostw Świata w hokeju z Kanadą.

Dystans dnia – 125,74 km
Dystans całkowity – 3101 km
Czas jazdy – 6:08:40 h
Całkowity czas jazdy – 176:26 h
Średnia prędkość – 20,46 km/h

19.05.2008, poniedziałek, 42 dzień wyprawy

Zobacz  powiększenie!
O paszport nie zapytali
Ponownie pospałem sobie do 8.30. Spokojnie przygotowywałem się do drogi, a gospodyni zajęła się śniadaniem – tym razem oprócz chleba i wędliny były naleśniki z twarogiem! Jedzenie trwało dość długo – nikomu się nie spieszylo. W dalszą drogę wyruszyłem ok. 10.30. Przy drodze obok wioski stała milicja – 2 typowych panów z drogówki i jeden trochę wyżej usytuowany – ten mnie zatrzymał i zadawał dużo pytań: skąd, dokąd, po co, oraz zrobił mi zdjęcie z jednym z milicjantów. A na koniec zapytał, jakie wiozę podarki – chciał coś dla siebie! Odpowiedziałem mu, że przepraszam, ale mój bagaż jest tak ciężki, że nie było miejsca. Powiedziałem też, że wiozę części zapasowe i uwaga zeszła na zmianę opon i stan zużycia obecnych. W międzyczasie milicjantom "nawinął się" jakiś kierowca auta. Pożegnałem więc mundurowych i pojechałem dalej. O paszport znowu nawet nie zapytali.

Po przejechaniu 29 km zobaczyłem na wzniesieniu w oddali nowe bloki w Ufie. Jednak do Centrum, gdzie miałem nocleg, musiałem jeszcze jechać ponad 20 km. Miasto nie zrobiło większego wrażenia – typowe blokowisko z dużą ilością zieleni. Ostatecznie na miejsce dotarłem ok. 15. Była kąpiel, pranie, smaczny obiad. A następnie komputer, internet oraz kontakt telefoniczny z najbliższymi – byłem pod telefonem stacjonarnym, więc można było bez przeszkód do mnie dzwonić.

Dystans dnia – 53,11 km
Dystans całkowity – 3154 km
Czas jazdy – 3:06:09 h
Całkowity czas jazdy – 179:32 h
Średnia prędkość – 17,12 km/h

Źródło: informacja własna

<< wstecz 1 2


w Foto
@ do Chin
WARTO ZOBACZYĆ

Madryt: stolica Hiszpanii i Kastylii
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

@dC 6: Krzysztof jedzie dalej!
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl