AW¦ 8; 6`1999; Z Atlanty do Rainbow
|
|
|
Chopin praktykuje, a ja poszłam sobie na poranny spacer scieżk± le¶n± w dół, wzdłuż strumienia, nad wodospad. Jak cudownie się idzie bez obci±żenia dużym plecakiem. I jak cudownie być z rana w lesie. Spotkałam po drodze sarnę z malutkim sarni±tkiem, jeszcze nakrapianym. Popatrzyli¶my na siebie trochę, po czym poszli¶my każde swoj± drog±.
Dalej prosto do Washington D.C. Do końca parku z kobiet±, która tu pracuje. Jest z Texasu, żyje jeżdż±c po całych Stanach i pracuj±c po parę miesięcy w różnych parkach narodowych. Dalej międzystanowa 66. Musieli¶my dostać się do stacji metra, które zawiozło nas do naszego servasovego hosta (z biura z Nowego Jorku przesłali nam nowe ksi±żeczki do koordynatorów w Waszyngtonie, z którymi się skontawali¶my i podali nam namiary Mike`a) Naszym "sposobem" udało nam się nie kupować biletu na metro. I wyj¶ć! Bo tu przy wyj¶ciu też potrzebny jest bilet. W ten sposób zaoszczędzili¶my $6.50 - okropnie tu zdzieraj±. Mike mieszka w skromnym mieszkanku w murzyńskiej czę¶ci miasta. Podrzucił nas wieczorem do centrum, gdzie powłóczyli¶my się trochę, pod o¶wietlonym Capitol Building trafili¶my na koncert orkiestry U.S. Air Force, posłuchali¶my i wrócili¶my spacerem do domu, 15 ulic od centrum. Będzie sporo do zwiedzania i ogl±dania. Miło, że wstępy wszędzie s± tu bezpłatne.
16 06.99
Bawimy się w prawdziwych turystów. Z aparatem. Muzea i pomniki. Centrum tego dziwnego miasta składa się głównie z samych tylko muzeów, pomników, galerii i budynków rz±dowych (rownież do zwiedzania). Nie wiadomo od czego zacz±ć. Przed Capitol Building przeraziła nas ogromna kolejka, więc zaczęli¶my od Museum of Natural History. Całkiem niezłe, można spokojnie spędzić tu cały dzień. My spędzili¶my chyba pół. I przeszli¶my dalej Moll`em, wzdłuż muzeów, koło Washington Monument, do Abraham Lincoln Monument. Pomnik weteranów wojny w Wietnamie, wojny w Korei, Memorial podpisania Deklaracji Niepodległo¶ci. Biały Dom. Budynek Starej Poczty i wjazd wind± na wieżę. Nałazili¶my się nieziemsko. Naprawdę można tu spędzić całe tygodnie, tyle jest do zobaczenia. Jutro zmieniamy hostów. Jaka¶ rodzinka, kawałek od centrum. Mike stara się nam ułożyć plan na jutro, nie rozumie, że my zwykle nie czujemy potrzeby układania sobie szczegółowego planu dnia dzień wcze¶niej.
17 06.99
Wstali¶my przed siódm±, według Mike`a planu, aby załapać się z rana na bilety do Białego Domu. Zrezygnowali¶my zobaczywszy niekończ±c± się kolejkę oczekuj±cych ludzi. Muzea otwieraj± dopiero o 10:00, więc w czasię do otwarcia ¶niadanko na trawie w parku. Chopin swoj± praktykę, a ja na wieżę - Washington Monument. Potem muzea. Wrzucili¶my plecaki do muzealnych schowków i zaczęlismy kolejny dzień zwiedzania. Tym razem osobno. Chopin do "Air and Space Museum" - podobno najpopularniejsze tu muzeum, mało mnie interesuje, więc poszłam sobie do galerii ze sztuk± Azjatyck±, potem do drugiej z Afrykańsk±.
Po południu metrem do naszych nowych hostów w Heytsville. Wyjechała po nas na stację Kathy ze swoj± trzyletni± Luci±, bardzo słodk± i bardzo m±dr± dziewczynk± - madr±, bo rodzice z ni± rozmawiaj±. Bardzo w porz±dku rodzinka. Swoi. Mieszkaj± w starym domu, nad którym Stuart sam pracuje. Nie s± ¶cisłymi wegetarianami, ale młeko pij± ryżowe. Zakupy robi± na "Farmers` market", albo w lokalnym coop`ie, a najchętniej uprawiaj± "freeganism", czyli korzystaj± z tego, co inni wyrzucaj±. A wyrzuca się w tym kraju wszystko.
18 06.99
Wyprawa metrem do centrum na sprzedawanie naszych kartek. Pogoda dzi¶ dopisała, niestety ludzie nie bardzo. Poszły tylko dwie kartki, ale posiedzieli¶my sobie na trawie, popatrzyli¶my na ludzi, pogadali¶my z niektórymi. Dziewczyna z Indii zaprosiła nas do siebie do Kashmiru. Kupiła kartkę i zawiezie j± tam tego lata i kartka będzie znakiem rozpoznawczym dla nas jak się tam zjawimy. Obiecali¶my.
19 06.99
Urodziny Chopina. Dostał ode mnie w prezencie parę paczek różnych orzechów i migdałów. Co¶, na co nie możemy sobie codziennie pozwolić, a o czym marzył już od dawna. Wspólne urodzinowe ¶niadanko przy okr±głym stoliku przed domem. Zamiast tortu - talerz z poukładanymi dookoła kawałkami wspaniałego, dojrzałego kantalopa (melona). I talerz z różnymi orzechami - uczta.
Po południu Stuart zabrał nas na niespotykan± wystawę 300 artystów, w jakim¶ dziwnym starym budynku. Odwiedzili¶my lokalny "coop", super miejsce, tańsze niż gdziekolwiek indziej orzechy i suszone owoce. Oprócz tego dostali¶my za darmo cały karton lekko poobijanych, pysznych organicznych jabłek. Wieczorem mała imprezka, obiad z s±siadami. Chopin przygotował swoj± mistrzowsk± kapustę, oraz grzybki. Ostatnio tylko się obżeramy. A to już ostatni dzień u naszej miłej rodzinki. Jutro dalej, trochę na północ. Mamy adres znajomych Nancy z Knoxville, u których się zatrzymamy.
20 06.99
Ruszamy dalej. Do znajomych znajomych z Knoxville. W małym miasteczku, a wła¶ciwie wiosce New Windsor. Nie wiem jak by¶my znaleĽli to miejsce, gdyby nie zatrzymała się nam kobieta wła¶nie z New Windsor. Mieszka tu od dawna a sama nie wiedziała, ze na końcu pewnej polnej dróżki w ogóle cos jest. A jest ponad stuletni, piękny dom Nicky i Jerriego, przemiłego starszego małżeństwa. Poza tym czarny, rozpsuty pies, z którym Chopin oczywi¶cie od razu się zaprzyjaĽnił, oraz cala masa kotów. Nicky, nie mog±c do końca poj±ć naszej diety ci±gle próbuje: "Would you like some tuna fish?", "What about some bread?". Nie może uwierzyć w nasza podróż.
¬ródło: Pamiętnik Kingi
Tekst zaczerpnięty
z Pamiętnika Kingi
warto klikn±ć
|