HAWAJE
20:56
CHICAGO
00:56
SANTIAGO
03:56
DUBLIN
06:56
KRAKÓW
07:56
BANGKOK
13:56
MELBOURNE
17:56
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 15 letni kapitan » 15K I-12; Ziemia!
15K I-12; Ziemia!

Juliusz Verne


Jeszcze cztery dni minęły w tym samym dusznym niepokoju, potęgowanym tym, iż siła huraganu nie słabła, ale zdarzały się godziny względnego spokoju, w czasie których wiatr przycichał i wygładzało się morze. Po jednej z takich przerw wicher ponownie uderzył z całą siłą, lecz zmienił nagle kierunek i pędzić zaczął "Pilgrima" ku północy. Oddalało to statek od Ameryki, ale Dick nic nie mógł na to poradzić nie mając żagli - był bezsilny.
Minął i dzień 25 marca, a nadal nie można było zauważyć najmniejszych śladów lądu. Statek pędził wciąż naprzód z szybkością wprost niewiarygodną. Cóż się więc stało z tym niedosięgłym lądem?... Czyżby Ameryka zapadła się nagle w morze? Dickowi czasami się zdawało, że stracił rozum, że oszaleje! Czyżby płynął w złym kierunku? Ale to przecież było niemożliwe! Kompas najwyraźniej wskazywał, iż statek cały czas płynął nieprzerwanie na wschód. A płynął tak już całe dwa miesiące! I to z zawrotną chwilami szybkością. A więc już od dawna powinien był dotrzeć do lądu. Jakże więc wytłumaczyć to, że lądu nie było?
Biedny chłopiec chwytał się za głowę, uważając się chwilami za przeklętego przez jakiegoś demona!
Istotnie, statkiem kierował i rządził demon zła, lecz w ludzkiej postaci. Jeden Negoro, który stał właśnie w drzwiach swej kajuty i uśmiechał się szatańsko, patrząc na horyzont, był świadomy tego, z jakiego powodu igła kompasu tak długo mylnie wskazywała północ. On jeden znał prawdę.
Wreszcie, 26 marca, z piersi Herkulesa, który stał na straży, wydobył się radosny okrzyk "Ziemia"!
Dick jednym skokiem znalazł się przy nim.
- Ziemia?... Gdzie?... Z której strony?... Czy się aby nie mylisz?... Bo ja niczego dojrzeć nie mogę!
Lecz Herkules z całą pewnością wyciągnął rękę w kierunku północno - wschodnim i powiedział:
- Tam, tam jest ziemia!
- A więc nareszcie! - zawołał Dick oddychając z ulgą. W tym samym momencie na pokładzie ukazała się pani Weldon, która niezmiennie zapominała o tym, że zostało jej zabronione wychodzenie na pomost w czasie trwania huraganu. Gdy usłyszała słowo "ziemia" aż pobladła ze wzruszenia.
- Tak jest, mamy przed sobą ląd - drżącym głosem powiedział Dick. Młody kapitan od razu zdał sobie sprawę z tego, iż upragniona ziemia, od tak dawna oczekiwana, w warunkach, w jakich się do niej zbliżali, mogła się stać dla nich grobem. Gnany wichrem bryg leciał wprost na nią. Gdy się do tej upragnionej ziemi zbliży - cóż się stanie?...
Po prostu rozbije się o jej brzeg skalisty.
Zjawienie się Negora na pokładzie przerwało te niewesołe myśli. Portugalczyk nieśmiało, skurczony, skierował swe kroki ku przodowi okrętu, a gdy tam się znalazł, zaczął uważnie przyglądać się lądowi, coraz wyraźniej wyłaniającemu się z mgieł. Patrzył długo, aż w końcu pokiwał głową, jak człowiek, który już zbadał niewiadome, który poznał prawdę, który wie, czego ma się trzymać. Następnie wymówił szeptem jakąś nazwę, której nikt, na nieszczęście, nie dosłyszał i wrócił do swej kajuty, nie powiedziawszy już ani jednego słowa. Upłynęły dwie godziny. I dziwna rzecz, ów ląd, który powinien być już zupełnie widoczny - zaczął jakby znikać! Nie mogło być dłużej wątpliwości. To nie był ląd stały, lecz tylko jakaś wyspa.
- Jakaż to mogła być wyspa? - zadał sobie Dick pytanie. - W pobliżu zachodnich brzegów Ameryki wysp żadnych przecież nie ma? Chociaż jest, prawda! Wyspa Wight - Hoo, tak mała, że tylko na bardzo dokładnych mapach jest zaznaczana.
O fakcie tym Dick zawiadomił natychmiast panią Weldon.
- Ależ Dicku - zrobiła wtedy uwagę pani Weldon - sam przecież przed tygodniem mówiłeś, że wyspę tę od dawna już mamy za sobą!
- Mogłem się mylić, pani.
- W jakiej odległości znajduje się ta wyspa od amerykańskich wybrzeży?
- W odległości 35 stopni, to znaczy około dwóch tysięcy mil.
- Boże miłosierny! - z przestrachem wykrzyknęła młoda kobieta. – Więc jesteśmy jeszcze tak daleko od Ameryki? A tacy pewni byliśmy, że dotarliśmy nieomal do jej brzegów!
- Pani - odpowiedział Dick, przesuwając ręką po czole - przyznam, że nie rozumiem, co się z nami dzieje. Wprost nie może mi się to pomieścić w głowie, w jaki sposób znajdować się możemy dopiero koło tej wyspy, jak przebyć mogliśmy tak niewielką część drogi?... Jedno jedyne można znaleźć wytłumaczenie tego nieprawdopodobnego faktu, takie mianowicie, że busola źle nam wskazywała kierunek. Lecz i to jest wątpliwe, bo przecież rankami mieliśmy zawsze słońce przed sobą, to znaczy, że płynęliśmy stale w kierunku na wschód, zbaczając tylko nieco na południe. A i to również wziąć należy pod uwagę, że kompas jest zupełnie sprawny.
Więc nie rozumiem, pani, nic z tego wszystkiego. Dzięki tej wyspie niedawno napotkanej wiem z pewnością, gdzie się znajdujemy, to znaczy - dokąd nas burza zapędziła. Bo to była wyspa Wight- Hoo! Nie czuję się teraz zagubiony w tych nieogarniętych przestrzeniach wielkiego oceanu. Dzięki temu, że wysepkę tę spotkaliśmy na swej drodze, wiem, że teraz płyniemy w dobrym kierunku i że za jakieś dwanaście do piętnastu dni będziemy już na pewno w Ameryce, jeżeli tylko huragan się uciszy.
Huragan jednak szalał dalej z niesłabnącą siłą.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

<< wstecz 1 2


w Foto
15 letni kapitan
WARTO ZOBACZYĆ

Węgry: architektura Budapesztu
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

Ch 7; Chengdu
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl