HAWAJE
20:54
CHICAGO
00:54
SANTIAGO
03:54
DUBLIN
06:54
KRAKÓW
07:54
BANGKOK
13:54
MELBOURNE
17:54
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 15 letni kapitan » 15K I-13; U brzegów
15K I-13; U brzegów

Juliusz Verne


- Co to ma znaczyć? - z przestrachem, instynktownie zniżając głos, zapytała pani Weldon - Dlaczego Dingo tak żałośnie i długo wyje, patrząc na ten brzeg? Czyżby był on już tutaj kiedykolwiek?
- Albo przeczuwa nieszczęście - zrobił uwagę stary Tom - pamięta pani, jak wył w chwili odjazdu kapitana Hulla? Zwierzęta więcej wiedzą od nas i niech nas Bóg ma w swej opiece.

Pani Weldon, po usłyszeniu słów tych uklękła i zaczęła się modlić. Dingo wył nieprzerwanie. W tej samej chwili i Negoro ukazał się na pokładzie. Lecz był zupełnie inny jak zazwyczaj. Zamiast zuchwalstwa w jego oczach widniał niepokój. Był blady, zmieszany; wargi mu drżały.

- Spojrzyj, Tomie - szepnęła pani Weldon do ucha starego Murzyna, który najbliżej niej się znajdował. - Portugalczyk zdaje się również poznawać ten brzeg.
- O, gdyby Dingo mógł mówić! - odpowiedział również cicho stary Murzyn. - Mógłby on nam opowiedzieć bardzo wiele o tym człowieku.

Dingo przestał wyć, jakby wyczerpany bólem. Ucichł, a następnie się odwrócił, chcąc najwidoczniej udać się na swe zwykłe legowisko. Wtem oczy nabiegły mu krwią. Wściekły ryk wydarł mu się z gardła i jak oszalały rzucił się w stronę Negora, lecz ten momentalnie znikł za drzwiami swej kuchni, od których na szczęście się nie oddalał, gdyż inaczej rozjuszony pies rozszarpałby go chyba.

Podczas tego wydarzenia na przedzie okrętu, Dick w swej budce kapitańskiej wytężał wzrok, żeby znaleźć jakąś lukę pomiędzy rafami, która dałaby mu możliwość pomyślnego dotarcia do brzegu. Lecz rafy wyłaniały się z morza jedna po drugiej. Stawało się pewne, że statku nie da się uratować, należało więc jedynie myśleć o tym, aby choć jego pasażerowie zostali ocaleni.

Gdy piętnastoletni kapitan podobnie gorzkimi myślami zatruwał swą duszę, zbliżyła się do niego pani Weldon. Wtedy Dick postanowił powiedzieć jej wszystko.

- Nim upłynie pół godziny, pani, statek wpadnie na te skały i już na nich pozostanie rozbity. Nam jednak nic złego się nie stanie, ponieważ i bez statku zdołamy się łatwo wydostać na brzeg.

"Pilgrima" Bóg nie pozwolił mi ocalić, niestety.
- Chłopcze! Wiem przecież - odpowiedziała pełnym serdeczności głosem pani Weldon - iż uczyniłeś wszystko, co tylko było możliwe. Nie martw się więc i może dobry Bóg ocali nas jeszcze.
Młoda kobieta, mówiąc to, była bardzo blada i konwulsyjnie przyciskała Janka do piersi. Poznała całą grozę położenia, lecz mimo to głos miała spokojny. Nieustraszenie patrzyła w oczy niebezpieczeństwu, przygotowana na wszystko.
- A teraz, Dicku - odezwała się po chwili - wydaj rozkazy: co mamy robić, by ci nie utrudniać ratunku?
- Rozkazuj, kapitanie Sand - zawołali chórem Murzyni - jesteśmy na śmierć gotowi, byle tylko uratować dobrą panią i jej synka.

Dick z wyjątkową przytomnością umysłu zaczął wydawać rozkazy. Przede wszystkim pani Weldon, Janek, kuzyn Benedykt i Noon włożyli na siebie kapokowe kamizelki, a Herkules miał czuwać nad bezpieczeństwem pani Weldon i Janka. Pozostali Murzyni wszyscy zręczni pływacy, mieli włożyć pasy dopiero wtedy, gdy statek zbliży się do brzegu i trzeba będzie skoczyć do wody, aby przenieść niezbędne rzeczy. Nie upłynęło pół godziny, a wszystko to było zrobione. I to był czas najwyższy. Złowróżbna bowiem linia raf zbliżała się z szaloną szybkością. Szum rozbijających się fal już zagłuszał słowa komendy, gdy Dick rzucił ostatni rozkaz wyniesienia na pokład kilku beczek z tranem.

Tłuszcz ten miał uspokoić, w razie potrzeby, wzburzone fale. Gdy wszystkie przygotowania zostały już zakończone, Dick miał znów możliwość zwrócenia baczniejszej uwagi na ster. "Pilgrim "w tym momencie dopływał właśnie do linii raf, o które w każdej chwili uderzyć mógł spód brygu. W ostatniej sekundzie Dick ujrzał wąski przesmyk pomiędzy skałami. Bez chwili namysłu skierował tam statek. Lecz w tym miejscu morze wprost szalało, zamknięte między dwiema ścianami skalnymi.

- Rozbić beczki, prędko! - wydał rozkaz Dick.
Pod ciężarem obficie spływającego tłuszczu morze uspokoiło się nagle jakby zaklęte i bryg, ocierając się o skały, nie uwiązł w nich, lecz jakby je przeskoczył.
- Jesteśmy uratowani! - zdołała wymówić pani Weldon, której wzruszenie odebrało oddech i wstrzymało obieg krwi.
Statek rozbił się wprawdzie następnie o skały nadbrzeżne, lecz stało się to już poza linią odmętów i wirów, na spokojnej stosunkowo wodzie, o paręset zaledwie kroków od suchego brzegu. Statek był stracony, lecz cała załoga i pasażerowie wyszli cało z katastrofy.

Po 73 dniach podróżowania znaleźli się oni wreszcie na stałym lądzie i gorąco zaczęli dziękować Bogu, że ich wyprowadził z morskich odmętów.


Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

<< wstecz 1 2


w Foto
15 letni kapitan
WARTO ZOBACZYĆ

USA: Channel Islands NP
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

KsH 2: Wyjazd
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl