HAWAJE
21:44
CHICAGO
01:44
SANTIAGO
04:44
DUBLIN
07:44
KRAKÓW
08:44
BANGKOK
14:44
MELBOURNE
18:44
Ogłoszenie niepłatne ustawodawcy Serwis wykorzystuje ciasteczka (cookies) w celu: utrzymania sesji zalogowanego Użytkownika, gromadzenia informacji zwiazanych z korzystaniem z serwisu, ułatwienia Użytkownikom korzystania z niego, dopasowania tresci wyswietlanych Użytkownikowi oraz tworzenia statystyk ogladalnoœci czy efektywnoœci publikowanych reklam. Użytkownik ma możliwoœć skonfigurowania ustawień cookies za pomocš ustawień swojej przeglšdarki internetowej. Użytkownik wyraża zgodę na używanie i wykorzystywanie cookies oraz ma możliwoœć wyłaczenia cookies za pomoca ustawień swojej przegladarki internetowej. /// Dowiedz się więcej
 
Mapy: | Afryka | Ameryka Pd. | Ameryka Pn. | Antarktyda | Australia | Azja | Europa | Polska
  ŚwiatPodróży.pl » 15 letni kapitan » 15K I-17; Sto mil w dziesięć dni
15K I-17; Sto mil w dziesięć dni

Juliusz Verne


Te ostatnie słowa wypowiedziane zostały tonem tak pełnym serdeczności, że na duszę chłopca spłynął wielki spokój. Dick zaś, mimo ziarnka niepokoju, które tkwiło jeszcze w jego sercu, powiedział sobie, iż nie ma racji nie dowierzając Harrisowi. Jaki by zresztą mógł mieć cel w okłamywaniu ich?

Kolejne pięć dni minęło zupełnie spokojnie, bez najmniejszych przygód. Nie wędrowali więcej jak osiem do dziesięciu mil dziennie, zatrzymywali się na południowy odpoczynek, zaś wieczorem rozkładano się zawsze w jakimś staranniej upatrzonym miejscu na nocleg. Zmęczenie stopniowo zaczynało się już przejawiać u niektórych, lecz na ogół stan zdrowia całej gromadki był dobry. Jedynie mały Janek coraz częściej zaczynał się nudzić monotonią leśnej podróży, sposępniał i pobladł.

I cztery następne dni minęły bez zmiany. Karawana, jeżeli tak nazwać można małą gromadkę przyjaciół, szła nieprzerwanie na północ. Co do tego nie mogło być żadnych wątpliwości, ponieważ Dick miał przy sobie kompas, który mu się udało zabrać z "Pilgrima". Jeżeli więc Harris nie pomylił się w swych obliczeniach, to farma San Felice znajdować się powinna w odległości dwudziestu, dwudziestu pięciu mil. Za trzy dni można było mieć nadzieję, iż podróż będzie skończona. Było to konieczne, ponieważ już nie tylko Janek, ale i pani Weldon oraz Noon omdlewali ze zmęczenia.

Tymczasem nic nie wskazywało na bliskość ludzkich siedzib. Przeciwnie - okolica nabierała coraz bardziej dzikiego wyglądu. Nocami rozlegały się coraz częściej jakieś groźne ryki. Nawet w dzień, coraz częściej dostrzec można było przemykające pomiędzy drzewami zwierzęta.

Jeszcze większy lęk wzbudził dziewiątego dnia podróży ostry świst w powietrzu, który rozległ się z gęstwiny, znajdującej się bardzo blisko miejsca postoju.
- Żmija - rozpaczliwym głosem krzyknęła pani Weldon i podskoczyła, aby unieść w górę Janka.

Lecz Harris natychmiast uspokoił przestraszoną matkę.
- Ależ tu wcale nie ma węży - rzekł z dobrotliwym uśmiechem - to był cienki bek antylopy.
Warto by było je zobaczyć, bo są to prześliczne stworzenia, wątpliwe jednak, aby się to nam udało, ponieważ są one bardzo płochliwe i rzucają się do ucieczki, usłyszawszy choćby szelest.

Dick pośpieszył ku gęstwinie, z której ów syk było słychać, lecz nic tam nie znalazł. Uczynił to z instynktownej potrzeby sprawdzenia słów Amerykanina, do którego nie mógł jakoś nabrać zaufania.

Tego samego dnia wędrowcy mieli okazję ujrzenia najrozmaitszych okazów fauny. Jedno z tych spotkań było nawet na tyle udane, że do zwierząt zbliżyć się było można bardziej niż na odległość strzału. Zdarzenie to miało miejsce około godziny szóstej po południu. Pod wieczór w gęstwinie leśnej, mimo dość wczesnej jeszcze godziny, robiło się już mroczno. Gromadka nasza znajdowała się wtedy na większej polance, gdy nagle w odległości kilkuset zaledwie kroków, z gęstwiny leśnej wypadły jakieś zwierzęta, trzy czy cztery sztuki, i bardzo szybko zniknęły w przeciwległej ścianie drzew. Na ich widok Dick aż zakrzyknął ze zdziwienia.
- Ależ to żyrafy! - zawołał zdumiony.
- Cóż za nonsens, Dicku! Zastanów się, co mówisz! Żyrafy w Ameryce? – ze zgorszeniem powiedział Amerykanin - To były strusie, jak mogłeś ich nie poznać!?
- Ależ struś jest ptakiem i jako taki ma dwie nogi, zaś ja widziałem najdokładniej, że przebiegające zwierzęta miały po dwie pary nóg.
- Ha! to w takim razie odkryłeś nowy gatunek strusi... czworonożnych. Można ci tego powinszować - wołał Harris, śmiejąc się głośno.
- I zechciej mi wierzyć - ciągnął dalej, już poważnym tonem - że to były strusie. Omyliłeś się, lecz to nie czyni ujmy twemu wzrokowi, podobne omyłki bowiem zdarzają się dość często najlepszym myśliwym nawet. Niech ci Akteon powie, że omyłka taka jest możliwa.
- Mnie także się zdaje, panie Harris - rzekł Akteon - że to był y żyrafy, przyznaję jednakże, iż stwierdzić tego z całą pewnością nie można. Stworzenia te biegł y zbyt szybko i w bardzo zbitej masie, a w takim przypadku popełnienie omyłki przy ocenie gatunku jest zawsze możliwe.



Źródło: Wyd. I Internetowe, tł. NN
Tekst powieści pochodzi z pierwszego polskiego wydania książkowego (1873 r.)
bazującego na przedruku z wydania gazetowego jaki publikowany był w odcinkach
w "Gazecie Polskiej" już w 1863 r.

<< wstecz 1 2 3 dalej >>


w Foto
15 letni kapitan
WARTO ZOBACZYĆ

Gwatemala: Majowie z gór
NOWE WYSTAWY
PODRÓŻE

AP Special: Wielkie Jaja
kontakt | redakcja | reklama | współpraca | dla prasy | disclaimer
copyright (C) 2003-2013 ŚwiatPodróży.pl