Ch 9; XiangCheng, Zhongdian
| Michał Mielnikow
|
|
 |
W drodze do Xiang Cheng |
18 lipca, XiangCheng
Wstaliśmy rano, ale już się do tego powoli zaczęliśmy przyzwyczajać. Znowu przepiękne widoki za oknem. Niestety wielu z nas odczuwa wysokość, na jakiej się znajdujemy. Niektórzy mają problemy żołądkowe, innych boli głowa.
Podczas podróży zaprzyjaźniliśmy się z człowiekiem z Hong Kongu, który przez 3 lata studiował w Wielkiej Brytanii, a także z mnichami buddyjskimi, którzy jechali z nami już od Litangu.
 |
W drodze do XiangCheng |
Na szczęście droga nie trwała długo. Po dojechaniu do XiangCheng szukamy noclegu, kupujemy bilety autobusowe na następny dzień. Znaleźliśmy nocleg w domu tybetańskim, a właściwie jak zawsze nocleg znalazł nas...W domu tym było przepięknie - jak w jakimś pałacu - a nocleg tu kosztował tylko 15 Juanów. Na ścianach wymalowane były liczne, prześliczne malowidła. Zatrzymało się tu kilku obcokrajowców więc umówiliśmy się od razu na wieczór na spotkanie przy piwie.
 |
Widok z autobusu |
Następnie poszliśmy na jeden z lepszych obiadów, jakie jedliśmy w Chinach, którym delektowaliśmy się bardzo długo popijając herbatą z mlekiem jaka. Obiad jedliśmy w towarzystwie mnichów i chłopaka z Hong Kongu, którzy towarzyszyli nam w drodze do XiangCheng. Po obiedzie poszliśmy zwiedzać miasto.
 |
Odpoczynek... |
Było to dość brudne miejsce. Po ulicach goniły czarne świnie taplając się w ulicznym błocie. Jednak wszystkie domy były już bardzo okazałe - tybetańska architektura. Wszyscy ludzie byli dla nas przesympatyczni, robili sobie z nami zdjęcia, każdy się do nas serdecznie uśmiechał.
 |
Buddyjski mnich pielęgnujący kwiaty w świątyni |
Doszliśmy do buddyjskiej świątyni, która była bardzo okazała. Postanowiliśmy nie żałować 10 Juanów i zwiedzić ją. Na prawdę były to jedne z najlepiej wydanych pieniędzy podczas tej wyprawy - świątynia była przepiękna. Do tego oprowadzał nas po niej mnich, który pokazywał nam największe zakamarki tego miejsca. Zobaczyliśmy ten klasztor od kuchni i to dosłownie. Widzieliśmy jak się mnisi modlą, jak jedzą, jak śpią, jak gotują, jak uprawiają roślinki. Bardzo byliśmy zadowoleni ze zwiedzania tego niezwykłego miejsca, położonego w przepięknej scenerii. Nad klasztorem bowiem wznosiły się piękne górskie zbocza.
 |
Świątynia w XiangCheng |
Po wyjściu z klasztoru ja z Olkiem poszedłem do tybetańskiej wioski oddalonej o parę kilometrów, a właściwie pojechaliśmy tam stopem. Zabraliśmy się z jakąś rodziną wracającą traktorem z miasteczka. Było to wspaniałe przeżycie zobaczyć, jak żyją zwykli, prości Tybetańczycy w małej wiosce. Od razu zobaczyliśmy, że mimo, że nie mają wielu pieniędzy, są bardzo szczęśliwi i zadowoleni ze swojego życia. Każdy zapraszał nas tam do swojego domu.
Źródło: informacja własna
|