Ch 2; Lwów
| Michał Mielnikow
|
|
 |
Dworzec we Lwowie |
27 czerwca
Wyruszyli¶my poci±giem z Krakowa do Przemy¶la w o¶miu (Olek musiał wyjechać trochę póĽniej, bo miał jeszcze jeden egzamin). Dojechali¶my za 25 zł do Przemy¶la i st±d po krótkim odpoczynku udali¶my się busem za 1zł do granicy, któr± po wypełnieniu kilku papierków przeszli¶my pieszo. Tuż za granic± jaka¶ kobieta próbowała nas naci±gn±ć na jakie¶ specjalne ubezpieczenie ukraińskie, bez którego nie mogli¶my rzekomo przebywać na terenie tego kraju, ale się nie dali¶my nabrać i nie kupili¶my go (jak się póĽniej okazało słusznie zrobili¶my, bo nikt nas z Ukrainy za to nie wyrzucił).
Dojechali¶my z granicy do Lwowa za 6 zł jakim¶ busem (razem podróż Kraków - Lwów kosztowała nas 32 zł) i poszli¶my szukać noclegu. Mieli¶my adres jakiej¶ rodziny, u której za niewielkie pieni±dze mogli¶my się przespać. Jak już dotarli¶my na miejsce okazało się jednak, że nie ma miejsca dla nas wszystkich za pieni±dze, które oferowali¶my gospodyni. Musieli¶my szukać dalej...
 |
Poszli¶my więc do polskiego ko¶cioła, niestety tu również nas nie przygarnęli, gdyż nie było proboszcza, a ksi±dz, który z nami rozmawiał nie mógł za niego decydować. Pod ko¶ciołem spotkali¶my polskie studentki, które odnawiały Lwowskie zabytki i mieszkały w akademiku, powiedziały jednak, że s± niewielkie szanse aby¶my się w ich miejscu zamieszkania przespali. Poszli¶my więc szukać noclegu podobnego do tych, do których przywykli¶my podczas podróży autostopem po Europie. ZnaleĽli¶my po krótkich poszukiwaniach jaki¶ park i tam postanowili¶my przenocować na naszych karimatkach, w ¶piworach, z plecakiem pod głow±, z wystawionymi wartami...
Po krótkim ¶nie pobudziły nas sztuczne ognie puszczane tuż obok naszego legowiska... Po zakończonym pokazie pirotechnicznym poszli¶my z powrotem spać.
Niestety znowu nasz sen nie trwał długo, gdyż zacz±ł padać deszcz. Zadecydowali¶my, że trzeba uciekać do jakiego¶ zadaszonego miejsca. Ku naszemu zaskoczeniu znowu spotkali¶my te same polskie studentki, które poznali¶my wcze¶niej pod ko¶ciołem. Powiedziały nam, że możemy i¶ć z nimi do akademika, bo istnieje iskierka nadziei, że się tam prze¶pimy.
 |
Koczujemy na peronie lwowskiego dworca |
Było już póĽno, gdyż około 2 w nocy dotarli¶my do tego akademika, lecz tu po licznych pro¶bach z naszej strony nie pozwolono nam tu spać. Podzielili¶my się więc na 2 grupy - jedna poszła szukać jakiego¶ miejsca na nocleg bliżej centrum miasta, a druga kontynuowała negocjacje z pani± recepcjonistk±. Efekt tego był taki, że członkowie pierwszej grupy w składzie ja, Adam, Jasio spali najpierw w parku, a gdy zacz±ł padać deszcz w jakiej¶ knajpie, a przedstawiciele tej drugiej spali pod akademikiem w ¶piworach i na karimatkach.
¬ródło: informacja własna
|