Ch 6; Chiny, Pekin
| Michał Mielnikow
|
|
9 lipca
Obudził nas przepiękny wschód słońca na pustyni Gobi, który zostanie nam w pamięci już na zawsze... Przed wjechaniem do Mongolii wydawało nam się, że jest to kraj bez dróg asfaltowych, w którym nie ma w ogóle samochodów i ludzie przeważnie jeżdż± tu konno.
Rzeczywi¶cie nasze przewidywania trochę się sprawdziły, gdyż z tego, co nam mówił spotkany w poci±gu Aschangerich - mongolski inżynier mówi±cy po angielsku - jest tu około 300 km dróg asfaltowych. A trzeba tu zaznaczyć, że Mongolia jest krajem 5 razy większym niż Polska i mieszka tu 15 razy mniej ludzi niż w naszym kraju. Jest to na pewno kraj niezwykły i wręcz magiczny, a ¶wiadczyć o tym może chociażby to, że jest tu więcej koni niż ludzi, a żyj± one swobodnie na łonie natury.
 |
Droga do Pekinu |
Tego samego dnia byli¶my już w Chinach. Strasznie żałujemy, że spędzili¶my w Mongolii tak niewiele czasu, ale celem tej wyprawy jest wła¶nie państwo ¶rodka... Na granicy mongolsko chińskiej wsiedli¶my w chiński wynalazek, czyli sypialny autobus, który miał nas zawieĽć do Pekinu. Jest to niesamowicie praktyczny ¶rodek transportu na dalekie trasy. W pojeĽdzie tym jest około 20 łóżek piętrowych, w których można się wygodnie wyspać podczas dalekiej podróży. My mieli¶my jechać 20 godzin. Szkoda tylko, że łóżka w tym autobusie s± przystosowane jedynie do rozmiarów Chińczyków...
 |
Gdzie¶ na trasie do Pekinu |
Jechali¶my tym pojazdem przez północne Chiny i obserwowali¶my zmiany, jakie dokonuj± się w tym potężnym kraju na naszych oczach. Widzieli¶my jak budowane s± tu wszędzie setki kilometrów autostrad i jak przesiedlane s± z tego powodu wielkie wsie.
10 lipca
 |
Pekin |
Obudzili¶my się już w Pekinie około 4 rano. Od razu po wyj¶ciu z naszego autobusu zobaczyli¶my ogrom tego miasta, wielkie budynki i mnóstwo ludzi - tak krótko można scharakteryzować tę metropolię. Nad miastem unosił się smog, który skutecznie ograniczał widoczno¶ć.
 |
Pekin |
Tego dnia musieli¶my się podzielić na dwie grupy. Jedna w składzie Jasiek, Szymon, Adam musiała kupić bilet powrotny dla Szymona, który nie zrobił tego w Moskwie. Druga grupa, czyli reszta, musiała załatwić wizę wietnamsk±. Przez parę godzin bł±dzili¶my po tym gigantycznym mie¶cie by dotrzeć do ambasady Wietnamu, gubi±c się niejednokrotnie. Nie jest łatwo dogadać się z Chińczykami, z których tak niewielu mówi po angielsku. Ci, którzy umieli porozumiewać się w tym języku starali się nam pomóc, jednak na skutek złego informowania nas przez nich jeĽdzili¶my często tam i z powrotem. W końcu trafili¶my do ambasady, która była oczywi¶cie już zamknięta, bo jak się dowiedzieli¶my od jednego Chińczyków pilnuj±cych tego budynku, była sobota. My dawno całkiem stracili¶my rachubę czasu toteż nie było to dla nas takie oczywiste.
¬ródło: informacja własna
|