Ch 2; Lwów
| Michał Mielnikow
|
|
Rano spotkaliśmy się wszyscy ponownie pod akademikiem, zjedliśmy śniadanie i jedna grupa poszła zobaczyć cmentarz Łyczakowski i Orląt Lwowskich, a druga odpoczywała chwilę po ciężkiej nocy, a potem szukała noclegu na kolejną noc we Lwowie.
Cmentarz zrobił na nas niesamowite wrażenie tym bardziej, że podłączyliśmy się do polskiej grupy turystów i pani przewodnik wszystko nam dokładnie opowiedziała o historii cmentarza i samego miasta. Następnie poszliśmy zwiedzać miasto i próbowaliśmy kupić bilety na pociąg do Kijowa.
 |
Spyciu, Dominik, Michał i Maciek z lwowskim przewodnkiem |
Jak wiadomo, na Ukrainie niewiele rzeczy da się załatwić bez łapówki obcokrajowcowi nie znającemu języka, toteż, aby kupić bilety, których "nie było" jak nam powiedziała pani w kasie, musieliśmy trochę dopłacić. Umówiliśmy się z kasjerką, że przyniesie nam te bilety następnego dnia i poszliśmy do naszego hotelu. Hotel "Arena" był tani i znajdował się niedaleko centrum - to było najważniejsze. Kosztował około 12 hrywien za noc. Wieczorem, mając świadomość, że nasze plecaki są bezpieczne w hotelu, poszliśmy szukać imprezy...
29 czerwca
 |
Czarna kamienica we Lwowie |
Po śniadaniu rozdzieliliśmy się znowu na grupy, część poszła na cmentarz Łyczakowski, część odpoczywała, a ja z Jaśkiem pojechałem zobaczyć przedwojenną posiadłość mojej babci. Ciekawym doświadczeniem było zobaczenie jak wygląda biedna ukraińska wieś i spotkanie ludzi, którzy 60 lat temu pracowali u mojej babci. Pomagała nam cała wieś abyśmy mogli dotrzeć do właściwych osób i byliśmy tam największą atrakcją od bardzo dawna, bo każdy strasznie był zainteresowany naszym przybyciem...
Do wsi dojeżdża tylko jeden autobus dziennie, toteż musieliśmy wracać stopem... W tym czasie reszta naszej ekipy zwiedzała Lwów. Gdy dojechaliśmy na dworzec chłopaki musieli zapłacić łapówkę milicjantom za załatwianie potrzeb fizjologicznych, zdaniem stróży prawa, w niewłaściwym miejscu. W końcu spotkaliśmy się z naszą kasjerką, u której kupiliśmy nasze bilety do Kijowa i uradowani, że już za niedługo będziemy w pociągu czekaliśmy jedząc kolację.
 |
Dworzec kolejowy we Lwowie |
Gdy poszliśmy na peron okazało się, że nasz pociąg odjechał pół godziny wcześniej, gdyż nasza kasjerka napisała nam złą godzinę jego odjazdu. Poszliśmy więc do niej, aby nam znalazła inne połączenie. Sytuacja była dość nerwowa, ponieważ następnego dnia musieliśmy być w Kijowie - gdybyśmy się spóźnili nie zdążylibyśmy na 1 sierpnia, na kiedy to mieliśmy kupione bilety do Irkucka i nasza wyprawa do Chin skończyłaby się we Lwowie... Najgorsze było to, że biletów rzeczywiście mogło nie być, gdyż był to koniec roku szkolnego. Na szczęście kasjerka znalazła nam jakieś połączenie do Kijowa z przesiadką w Winniczce. Oczywiście musieliśmy kupić bilety jeszcze raz.
W całym tym zamieszaniu z biletami podszedł do mnie milicjant i spytał, czy mam obcą walutę. Ja odpowiedziałem, że nie i że mam tylko kartę w portfelu. On powiedział, że mam pokazać więc wyjąłem przekonany, że pieniędzy tam nie ma i że już wszystko zdążyłem pochować, okazało się jednak że jest tam 20 dolarów, które mi zabrał twierdząc, że chciałem go oszukać. Niestety nie miałem już czasu, by walczyć o swoje prawa więc pieniądze przepadły.
Źródło: informacja własna
|